Blog > Komentarze do wpisu
Kot i zwierzę miejskie

Hej, Blejku! Czytałeś to?

Mrrrał? Niby co? (tu wyraziłem uprzejme zainteresowanie lekko otwierając lewe oko i podnosząc do góry koniuszek ogona)

Wiesz, to jest taki wpis z forum GW. Fajny. Posłuchaj:

Jak ktoś jest 'zwierzęciem miejskim' to żadne argumenty go nie przekonają do mieszkania w domu.

Jeżeli jednak wbrew instynktowi samozachowawczemu takie miejskie zwierze (ulegając owczemu pędowi - bo znajomi i wokół wciąż się budują) zamieszka w domu, to mamy waśnie takie cierpkie wnioski. Tylko mam pytanie - po co było pchać się do domu?

Są także, inne typy - 'zwierzęta domowe' które w mieszkaniach (nawet z dużym balkonem) duszą się. Ciasne, ograniczające peregrynacje do trasy pokój-przedpokój-kuchnia. Ciągnie ich do niekoszonej trawy, dłubania w ziemi, możliwości jaka daje jedynie dom - że za oknem wystarczy zrobić krok i stąpa się po ziemi.

Zero klatek schodowych, wind, śmierdzących wywiewów z kuchennej wspólnej wentylacji. Siat z zakupami nie trzeba wnosić na piętro. A pawlacz w przedpokoju nie

udaje, że jest piwnicą. Nie przeszkadza, ze trzeba wciąż coś zamykać, doglądać, podlewać. Praca u siebie to odpoczynek - zamiast siedzenia na kanapie po odkurzeniu przysłowiowych 50 metrów. Ziemia i piach za oknem jest przedłużeniem domu - zwłaszcza, że okno tarasowe jest otwarte od kwietnia do września, a sprzątanie nie stanowi istotnego problemu. I jeszcze zwierzaki, które w takim domu przemieszczają się bez ograniczeń pomiędzy ogrodem a podłogą pod rozgrzanym w chłodne dni kominkiem.

A szambo, no cóż co dwa tygodnie podjeżdża Pan Zdzich i tyle.

W skali roku, koszty utrzymania mojego 200 m domu są niższe niż 57-metrowego mieszkania 3 pokojowego (łoł - 3 pokoje na 57 metrach!) na warszawskich Bielanach - w którym mieszkają moi teściowie.

Mieszkałem już i w nowym budownictwie i w starej kamienicy, ale ciągnęło do domu. Bo jak się w domu człowiek wychował, to nie da rady wtłoczyć się w formatkę 'M' - choćby nie wiem jak ekskluzywnego :-)) *


Mrrrał! No prrroszę! Nawet na tych durrrnych forrrach internetowych można czasem znaleźć mądrrrą wypowiedź.


A ty kocie, jakim zwierzęciem jesteś? Miejskim, czy domowym?


PHHHHYYYYY!!! No wiesz! I ty masz czelność mnie o to pytać? TY? Istota, która przez ćwierrrć wieku telepie się po różnych blokowiskach?!!!


Oj! Przepraszm najmocniej. To taki żarcik miał być.

Przeprrrraszam!

Ok?


Mry. No. Może być. Ale na przyszłość uważaj sobie!




piątek, 04 lipca 2008, blejk_kot